| | FOKA Historia Foki jest tak smutna że mogła by posłużyć za temat do dobrej książki lub scenariusz filmowy. Ale jednocześnie to historia z „heppy end’em”. Foka to nasz niepełnosprawny fizycznie pies. Za to psychicznie i emocjonalnie „nad sprawny”. Foka zasługuje na własną stronę i ją ma! Nie należy już więcej wspominać o tym jak źle w życiu trafiła, jakiego miała pecha, i jakie męki musiała przejść. Należy natomiast pisać że to było warto, że życie jest wartością nadrzędną i że chociaż istnieje tylko „od pasa” w górę to jej życie nie jest gorsze od innych. Jej tragedia była mariażem niefrasobliwości, głupoty i niedopilnowania jej poprzednich właścicieli. Szczęściem w nieszczęściu był fakt że wszystko stało się niemal na naszych oczach. Na początku był wypadek. Jechał samochód, za nim autobus, a za autobusem my. Z boku za właścicielem który wsiadł do tego autobusu przez niedomkniętą furtkę wybiegł mały pies , prawie szczeniak. Potem było „bum”, pisk hamulców, skowyt i ....z pomiędzy kół autobusu wyłoniła się ona. Nie jest nam nawet teraz łatwo pisać jak wyglądała, jak cierpiała, i jakie towarzyszyły temu emocje. |  | Z opisu RTG wynikało że ma zmiażdżone obie kości udowe, miednicę, kręgi lędźwiowe liczne obrażenia wewnętrzne. Na żądanie jej właścicielki, dano Foce szansę... i szansę tę wykorzystała – przeżyła. Niestety szansy nie wykorzystała jej Pani. Nie dbała o nią. Nie zastosowała się do zaleceń lekarzy, nie stosowała leków, nie było rehabilitacji. I kiedy na skutek niefrasobliwości „kadłubek” został skutecznie pokryty przez kolegę z sąsiedztwa, naraziło to biedną psinę na dalsze komplikacje. Oczywiście poroniła, nie obyło się też bez powikłań, i znowu traumy związane z leczeniem. I kiedy już pojawiało się jej światełko w tunelu jej Pani podjęła decyzję o uśpieniu psa. Mniejsza o argumentację ..... Warto już o tym zapomnieć. Dziś Foka ma swoje miejsce w stadzie. Jest jednostką alfa. Swój „cross’owy” wózeczek i towarzystwo. Decyzję o zabraniu jej podjęliśmy telepatycznie i „tak” wyrwało się z naszych gardeł jednocześnie. Nawzajem uczyliśmy się jak żyć w nowej sytuacji, jak testować nowe rozmiary pieluch, jak biegać w wózku. Jak posługiwać się systemem gestów kiedy chce się wyjść, wejść czy wskoczyć na kanapę. Jak wygląda „wirtualne” merdanie ogonem, jak oczy dają znać kiedy robi się kupa. No i jak robi się bidet po ... Były trudne chwile, były załamania, nawet chwile kiedy się żałuje. Mamy to już za sobą. Foka to fajny pies! Pies symbol! Pies którego oczy, uczy i małe ale głośne gardełko codziennie wyszczekuje „Pieśń Św.Franciszka” ku pochwale życia. Której szalone pomysły na zabawę w ogrodzie zadziwią wpatrzone w nią inne nasze psiaki. Foka zapędzona w galopie nawet nie zauważy że jej wózeczek został daleko za nią, i wcale nie zamierza po niego wracać! Chęć bycia pierwszą u mety jest silniejsza niż porażenia wiotkie!!! W 2006 roku nagrodę Nobla z dziedziny biologii, po raz pierwszy od dziesięciu lat zdobyła praca doświadczalna zespołu naukowców którzy udowodnili zjawisko empatii u zwierząt. Uważamy że to plagiat! My odkryliśmy to już dawno przez naszą Fokę. Była zaakceptowana od pierwszego warknięcia, pielęgnowana, motywowana, lizana i cierpliwie ustępowano jej miejsca. Nawet nasze olbrzymy odpuszczały Foce nigdy nie dając jej odczuć różnicy w wysokości. Tę stronę dedykujemy nie tylko Foce. Ta strona jest dla tych wszystkich ludzi który narażeni na wyśmiewania przez innych prowadzą swoje psy obok siebie na „żelaznych nóżkach”. Dla tych którzy zadawali sobie miliardy razy pytanie czy dobrze robią? I odpowiedzieli sobie że tak! My zapewniamy że warto znieść pewne przeciwności i koszty aby wygrało życie! By „Pieskie życie” zyskało inny wymiar! Liczymy na kontakt z tymi którzy mają podobne doświadczenia. Służymy radami, adresami klinik, linkami do ośrodków rehabilitacji. Chętnie podzielimy się z wami naszymi doświadczeniami. | ELOISE Historia Elois po domowemu Eli to już zupełnie inna historia. Jest suczką rasowego West Highland Terrier’a . Urodziła się w renomowanej hodowli tej rasy w na Podkarpaciu. Dwukrotnie znajdowała nabywców i za każdym razem wracała do domu. Ten drugi raz lotem ślizgowym przez ogrodzenie posesji.Powód był. Ela nie trzymała moczu. Pomimo tej wrodzonej przypadłości była konsekwentnie odsprzedawana w drodze promocji, i za każdym razem zapewniano że albo to przypadłość szczenięca, albo banalne schorzenie do załatwienia przez weterynarza, albo małoznaczący defekt psa z którego wyrośnie. Nigdy się tak nie stało. Elois adoptowaliśmy bo groziłby jej „ostatni” zastrzyk. Dla mnie zaś jako weterynarza stanowiła pewne diagnostyczne wyzwanie. Po gruntownych badaniach, analizach i konsyliach stanęło na wrodzonym niedorozwoju mięśnia zwieracza pęcherza moczowego a więc rokowanie ostrożne, lub pomyślne. Mały pies , małe kłopoty. Ale wkrótce po zamieszkaniu z nami odkryliśmy prawdziwe oblicze jej przypadłości. Ela nie kropelkowała a lało się z niej strumieniami. Jakoś dziwnie nie można było uchwycić w badaniach obrazu pęcherza moczowego. I nadal diagnostcznie staliśmy w miejscu. Wtedy podjąłem decyzję o użyciu kontrowersyjnej Phenylopropanolaminy. Ponieważ Phenylopropanolamina działa wybiórczo na mięśniówkę zwieracza, ale i mięśniówkę macicy, wskazaniem do zastosowania było wcześniejsza sterylizacja suczki. Kiedy nadszedł jej czas z niepokojem oczekiwaliśmy pierwszej cieczki jako dowodu na koniec somatycznego wzrostu psa, ale nie pojawiło się nic. Zabieg ujawnił istotę rzeczy. Ela miała kompletny „anatomiczny” bałagan, zaś pęcherza moczowego nie miała wcale. Wszystkiego było dziwnie mało, i to co podwójne ona miała pojedyncze. Miała już się z tego zabiegu nie wybudzić, ale telefon „śródoperacyjny” do domu szybko rozwiązał wątpliwości zespołu chirurgów. Ela żyje. Ma się świetnie. My z nią jeszcze świetniej. Przypadłością Eli jest aberracja chromosomalna. Zjawisko braku jednego z narządów parzystych niemal zawsze zdarza się w anomalii genetycznej zwanej aneuploidia. Nie wiemy co stanowi ekwiwalent tego zjawiska u ludzi, ale plasuje Elę gdzieś pomiędzy syndromem nadkobiety (21, 2n +x, lub 47 XXX ) a zespołem Down’a . Taka polichromosomia jest łatwa w diagnostyce kiedy już wie się czego się szuka. Wystarczy sporządzić kariotyp psa i policzyć chromosomy. Ale niestety bark jest matryc do programów komputerowych dla kariotypów psa, i te ludzkie nie bardzo sprawdzają się bo się gubią. Nastawione są na liczenie 94 chromosomów, a pies ma ich 39 par , czyli 78 diploidalnych. Ale na szczęście w Polce są jeszcze Panie które liczyły chromosomy „na piechotę” pod mikroskopem, lub ze zdjęcia. Niestety nie jest możliwe w takim badaniu czy liczony chromosom jest płciowym ( haploidalnym) czy po prostu dodatkowym diploidalnym X – em nie pasującym do którejś pary. Tego nie wiemy i chyba się nie dowiemy. Nie wiemy też jak długo trwa życie psów z tym schorzeniem, jakie są inne objawy, rokowania. Wspomniana wcześniej Phenylopropanolamina działa, słabo ale jednak, więc po jakimś czasie Ela zaczęła kucać na trawniku. W domu musi jednak nosić pampersy (dla zainteresowanych rozmiar midi active). To co wiemy jednak na pewno jest fakt, że z niedyspozycją natury fizycznej pies jest zupełnie zdrowy psychicznie. Zupełnie normalny, radosny, zdrowo reagujący na inne psy i ludzi. Bardzo bystry, bardzo karny, szybko się uczy, długo pamięta. I typowy terier. 6 grudnia 2007 umarła Ela. Ten smutny fakt jest na tyle dla Nas bolesny że nie chcemy o tym pisać. Odszedł wyjątkowy członek naszej rodziny .... |
|